Zielono…..

Wzięłam się powoli za ogród. Przy pierwszym koszeniu, gdzieś po kilkunastu minutach, pękła mi pokrywa szpuli w podkaszarce. Czyli koszenie odroczone, haaa. To znak z nieba: „nie koś, nie koś”. Nie- to nie. Koszony jest tylko największy płaski kawałek-  dzieci mają zabawę z kosiarą bębnową, taką ręczną. Za resztę się zabiorę, kiedy przyjdzie mi zamówiony nowy kawałek plastiku, tzn część zamienna. 🙂

No to Wam pokażę jeszcze trochę liści. I nie tylko.  🙂

Obrazki włoskie (albo alpejskie, hmm). Coś z obrazkowatych w każdym bądź razie.

DSC07828

DSC07829

Hortensja dębolistna

DSC07830

Kłokoczka południowa

DSC07832

Róża błotna- ekspansywna, ale piękna. I ten zapach- jakby zwielokrotniony zapach dzikiej róży…

DSC07833

Guzikowiec zachodni

DSC07834

Róża błotna jeszcze raz

DSC07839

Akant długolistny

DSC07840

Hortensja NN

DSC07841

Busz- od lewej hortensja NN, ambrowiec balsamiczny, nieszpułka, tulipanowiec „Edward Gursztyn”

DSC07842

Orzech ajlantolistny

DSC07844

Orzech cd

DSC07845

I dalej orzech

DSC07847

Parczelina

DSC07849

I znów hortensja nieznana 😉

DSC07850

Jałowiec „Horstmann”

DSC07852

Hortensja „Blue Bird”

DSC07853

Hortensja kosmata w towarzystwie rozkwitającej hortensji bukietowej „Limelight”

DSC07854

Na lewo od liliowców ewodia koreańska, na prawo wiciokrzew Maacka

DSC07855

Mój ulubieniec, zawilec japoński

DSC07856

A na deser zdjęcia spacerowe. Wiem, zdjęcia łanów zbóż robione pod słońce to kicz, ale tak pięknie jest wieczorem…

DSC07858DSC07859DSC07861DSC07863DSC07864

Dla fanów Musierowicz: pomnik nurka. Głębinowego. 😉DSC07865DSC07866DSC07867

Dla mnie to jest jeden z cudów natury: Daucus carota, marchew zwyczajna.

DSC07868DSC07869DSC07877DSC07879

Lipcowo, aniołkowo

Przede wszystkim dzięki wielkie- za pamięć, każde dobre słowo, pozytywne myśli, kciuki, całą tę dawkę energii, tak nam potrzebną. I za pomoc finansową także… Bardzo dziękuję. U nas różnie. Mijają dni,  a każdy jest niewiadomą- są lepsze, są też takie, że o niczym innym nie marzę, tylko o tym, żeby wreszcie dobiegły końca. Jest tak sobie, na szczęście wciąż nie gorzej. Czekam na jakiś konkretny krok do przodu… Osiagnęłam już stan, kiedy miłość, współczucie i strach miesza mi się z maksymalnym zmęczeniem, zirytowaniem i brakiem cierpliwości. Pewnie zna to każdy rodzic przewlekle chorego dziecka- ja już zwyczajnie mam dość. Ja. A jak się musi czuć moje dziecko, nie jestem sobie w stanie nawet wyobrazić. Już wystarczy, niech to się zacznie odwracać ku lepszemu.

Co poza tym? Cóż, wakacje trwają. Nie wyjedziemy nigdzie, ale to nie tragedia. Po pierwszej fali dzikiej zazdrości  mogę spokojnie  oglądać fejsbukowe zdjęcia z urlopów znajomych i, co więcej, szczerze się cieszyć, ze im fajnie. Odsprzątaliśmy trochę dom. Co prawda nadal nie przypomina wnętrza rodem z katalogu (takie numery to nie u nas) , ale jest lepiej… nieco. Biorę się za ogród i ta perspektywa mnie cieszy. Do tego trochę jeszcze zaległości pracowych mam. No i – lubię to bardzo, bardzo- będę sobie planować lekcje na rok następny. Piosenki, wiersze, opowiadania, piękne ilustracje- tego potrzebuję na kopy. Samo szukanie jest przyjemne.

Chciałabym też się cokolwiek zaktywizować, może pobiegać (oj, nie przepadam), może z kijami połazić. Bo kondycja tragiczna, aż wstyd.

Dzieci biegają, odsypiają, bawią się. Dobrze im i beztrosko- tym młodszym. Najstarszy od końca maja w pracy, do początku roku akademickiego zawsze sobie trochę zarobi i doświadczenia zdobędzie. I też mu dobrze. 🙂

Kilka zdjęć wrzucę i uciekam- coś dobrego na obiad zrobić. A potem sobie zafunduję pół godziny na leżance pod orzechem, a co. 🙂

Pies podpianinowy:

DSC07803.JPG

A nawet dwa:

DSC07807.JPG

Poranek:

DSC07810.JPG

Haaaloo! 🙂

DSC07825.JPG

A pamiętacie zabawę w robienie aniołków? Przynajmniej u nas to się tak właśnie nazywało. Z koleżankami układałyśmy kompozycje kwiatowe w wykopanych w ziemi dołkach, potem się to przykrywało wygrzebaną gdzieś na śmietniku szybką i zasypywało, uprzednio pomyślawszy życzenie. 🙂  Ile było przyjemności w codziennym przybieganiu i sprawdzaniu, czy kwiatki już zgniły (wtedy życzenie miało się spełnić 🙂  )  Umiejscowienie aniołków trzymało się w tajemnicy przed nielubianymi koleżankami- a i tak zdarzały się wycieki informacji tudzież afery szpiegowskie i bywało, że aniołki „wróg” wykopywał i niszczył. Wtedy, cóż- robiło się nowe. 🙂

DSC07816DSC07818DSC07820DSC07823

Też zrobiłam aniołka, a jakże. Z życzeniem domyślacie się z pewnością, jakim. Nie zaszkodzi- a może pomoże… Biała magia, dobre myślenie. Kto wie.

 

Wakacyjnie?

Nie sądziłam, że jestem aż tak zmęczona. Wychodzi ze mnie ten rok szkolny okrutnie…Pierwszy dzień wakacji na zmianę przepłakałam i przespałam. W drugim dniu już tylko spałam. Od poniedziałku powoli się zbieram do kupy, nawet zaczęłam moją tradycyjną wakacyjną akcję porządkową i pomału sprzątam dom, zapuszczony w tym roku znacznie powyżej standardów hitu TV pt „Perfekcyjna Pani Domu”. Chałupy z tegoż dzieła w wersji „przed” z pewnością poziomem uporządkowania gratów biją na głowę to, co ja będę tu miała „po”.  Coś koślawo to napisałam, ale z grubsza wiadomo, o co chodzi. Burdel mam, o.

W ogrodzie zresztą też.

Ale- żeby się wczuć w lato- zdjęcia z wczorajszego wieczoru, ogrodowe i „polowe”:

DSC07786DSC07785DSC07783DSC07782DSC07780DSC07778DSC07777DSC07776DSC07775DSC07774DSC07773DSC07772DSC07771DSC07770DSC07768DSC07765DSC07761DSC07759DSC07758DSC07753DSC07752DSC07751DSC07749DSC07747

A to dziś, przed szóstą rano (uduszę te moje psy… 😉 )

DSC07788DSC07790DSC07791DSC07792DSC07795DSC07796DSC07800

Obejrzałam facebookową galerię świadectw dzieci znajomych, rozłożyłam na stole końcoworoczną dokumentację moich dzieci- i tak się czułam, jak bym patrzyła na to wszystko przez szybę. No niby cieszą te oceny, paski i nagrody. Jak co roku mamy tego konkretny wachlarz. Skłamałabym, gdybym napisała, że mnie to nie rusza… Ale to czy to takie ważne wszystko… I czy w tych cyferkach w jakikolwiek sposób odbija się obraz tego, co moje dzieci przeżyły przez ten rok, co je cieszyło, wzruszało. Czy widać, czego się tak na serio nauczyły. Guzik tam widać. Nie widać też  łez i strachu, tych dni, kiedy w domu było naprawdę niewesoło, a do szkoły chodzić było trzeba przecież. Dał nam popalić ten rok do wiwatu. Choroba dziecka kładzie się cieniem na wszystkim.  Na świadectwo starszej córki bałam się spojrzeć. A jeszcze bardziej się bałam, że jej powiem, że, jasne, cieszę się , podziwiam ją i tak bardzo szanuję jej pracę, ale i tak myślę tylko o tym, żeby nareszcie była zdrowa i to jest miliony razy ważniejsze niż cholerna średnia ponad 5.

No dobra. Wystarczy. To oficjalnie zacznijmy te wakacje.

Porządki w sieni i pod schodami zrobione, dziś czas na moją sypialnię, czyli magazyn książek i papierów pracowych plus zabawek Jaśnie Pana…Ciekawe, czy jeden dzień mi na ten bajzel wystarczy. Po  tym pokoju już będzie z górki i dzieci pomogą. Ha.

ps. A ze zdrowiem mojej córki bez zmian….Dzięki, że pytacie.

Matura

Białą koszulę (a nawet dwie) wyprasowałam wczoraj…

Jestem spokojna- mój syn na pewno sobie świetnie poradzi. Na bank, i już.

Mgła, pochmurno, duszno po nocnych deszczach. Byłam rano daleko, daleko z psami. Polne drogi wygładzone ulewą, tylko nasze ślady i trochę tropów saren…A w powietrzu standardowe majowe dźwięki: skowronki, kukułki i dzwony z kościoła z sąsiedniej wsi…

Zdjęłam dziś obrączkę, schowałam. Sama przed sobą, po 21 latach,  zakończyłam  pewien etap. Formalnie kiedyś tam też się skończy. Formalności nieważne w sumie teraz…

Na maturze, 24 lata temu, pisałam pracę, o ironio, o wątkach miłosnych w literaturze… Napisałam tę pracę na szóstkę….W życiu z tą miłością mi aż tak dobrze nie poszło…

W temacie wypracowania zawarty był cytat z wiersza „Snuć miłość” Mickiewicza….

Pamiętacie? Wiersz piękny:

Snuć miłość, jak jedwabnik nić wnętrzem swym snuje,

Lać ją z serca, jak źródło wodę z wnętrza leje,

Rozkładać ją jak złotą blachę, gdy się kuje

Z ziarna złotego, puszczać ją w głąb, jak nurtuje

Źródło pod ziemią – W górę wiać nią, jak wiatr wieje,

Po ziemi ją rozsypać, jak się zboże sieje,

Ludziom piastować, jako matka swych piastuje.

 

Stąd będzie naprzód moc twa, jak moc przyrodzenia,

A potem będzie moc twa, jako moc żywiołów,

A potem będzie moc twa, jako moc krzewienia,

Potem jak ludzi, potem jako moc aniołów,

A w końcu będzie jako moc Stwórcy stworzenia.

Majówka się kończy

Bałam się tych wolnych dni- zwykle w weekendy, święta, wtedy, kiedy jest trochę wolnego czasu, stan mojej córki się pogarsza. Ma czas na myślenie po prostu…. Na szczęście jakoś sobie poradziłyśmy tym razem. Nie było źle. Od jutra znów szkoła, intensywny czas aż do wakacji…

A na razie jeszcze kilka wolnych chwil….

Psia zgoda, rzadkie zjawisko. 😉

terry

A ten maluch, który chce mi pożreć palec, to storczyk Maxillaria tenuifolia. Malutki kwiat intensywnie pachnie…kokosem. Naprawdę. 🙂

DSC07579DSC07580

 

A w ogrodzie…

DSC07572

Orzech ajlantolistny. Jeśli z tych kwiatów znowu nic nie będzie, zetnę cię, uważaj (ciiii…cho….wcale nie zamierzam łapać za ostre narzędzia, nastraszyć tylko dziada muszę!) !

DSC07571

Kwitnący sasafras- drzewko się zadomowiło, zimuje spokojnie, przyspieszyło wzrost. Cieszę się. 🙂

DSC07567

A ten bidoczek to  mała wierzba Mount Aso, która podobno ma mieć TAKIE KOTKI: http://www.e-katalogroslin.pl/plants/9372,wierzba-smukloszyjkowa-mt-aso_salix-gracilistyla-mt-aso

DSC07570DSC07568

Serduszka- każdy lubi. 🙂

DSC07569

Pożarte w zeszłym roku przez ślimaki- żyje. Epimedium, kwiat elfów.

DSC07566

Bez tawuły nie ma maja. 🙂