Przede wszystkim dzięki wielkie- za pamięć, każde dobre słowo, pozytywne myśli, kciuki, całą tę dawkę energii, tak nam potrzebną. I za pomoc finansową także… Bardzo dziękuję. U nas różnie. Mijają dni,  a każdy jest niewiadomą- są lepsze, są też takie, że o niczym innym nie marzę, tylko o tym, żeby wreszcie dobiegły końca. Jest tak sobie, na szczęście wciąż nie gorzej. Czekam na jakiś konkretny krok do przodu… Osiagnęłam już stan, kiedy miłość, współczucie i strach miesza mi się z maksymalnym zmęczeniem, zirytowaniem i brakiem cierpliwości. Pewnie zna to każdy rodzic przewlekle chorego dziecka- ja już zwyczajnie mam dość. Ja. A jak się musi czuć moje dziecko, nie jestem sobie w stanie nawet wyobrazić. Już wystarczy, niech to się zacznie odwracać ku lepszemu.

Co poza tym? Cóż, wakacje trwają. Nie wyjedziemy nigdzie, ale to nie tragedia. Po pierwszej fali dzikiej zazdrości  mogę spokojnie  oglądać fejsbukowe zdjęcia z urlopów znajomych i, co więcej, szczerze się cieszyć, ze im fajnie. Odsprzątaliśmy trochę dom. Co prawda nadal nie przypomina wnętrza rodem z katalogu (takie numery to nie u nas) , ale jest lepiej… nieco. Biorę się za ogród i ta perspektywa mnie cieszy. Do tego trochę jeszcze zaległości pracowych mam. No i – lubię to bardzo, bardzo- będę sobie planować lekcje na rok następny. Piosenki, wiersze, opowiadania, piękne ilustracje- tego potrzebuję na kopy. Samo szukanie jest przyjemne.

Chciałabym też się cokolwiek zaktywizować, może pobiegać (oj, nie przepadam), może z kijami połazić. Bo kondycja tragiczna, aż wstyd.

Dzieci biegają, odsypiają, bawią się. Dobrze im i beztrosko- tym młodszym. Najstarszy od końca maja w pracy, do początku roku akademickiego zawsze sobie trochę zarobi i doświadczenia zdobędzie. I też mu dobrze. 🙂

Kilka zdjęć wrzucę i uciekam- coś dobrego na obiad zrobić. A potem sobie zafunduję pół godziny na leżance pod orzechem, a co. 🙂

Pies podpianinowy:

DSC07803.JPG

A nawet dwa:

DSC07807.JPG

Poranek:

DSC07810.JPG

Haaaloo! 🙂

DSC07825.JPG

A pamiętacie zabawę w robienie aniołków? Przynajmniej u nas to się tak właśnie nazywało. Z koleżankami układałyśmy kompozycje kwiatowe w wykopanych w ziemi dołkach, potem się to przykrywało wygrzebaną gdzieś na śmietniku szybką i zasypywało, uprzednio pomyślawszy życzenie. 🙂  Ile było przyjemności w codziennym przybieganiu i sprawdzaniu, czy kwiatki już zgniły (wtedy życzenie miało się spełnić 🙂  )  Umiejscowienie aniołków trzymało się w tajemnicy przed nielubianymi koleżankami- a i tak zdarzały się wycieki informacji tudzież afery szpiegowskie i bywało, że aniołki „wróg” wykopywał i niszczył. Wtedy, cóż- robiło się nowe. 🙂

DSC07816DSC07818DSC07820DSC07823

Też zrobiłam aniołka, a jakże. Z życzeniem domyślacie się z pewnością, jakim. Nie zaszkodzi- a może pomoże… Biała magia, dobre myślenie. Kto wie.

 

Reklamy